Kontakt

Zaangażowani

Założenia kampanii

słoik pozytywnych zdarzeń

 

Róża Augustyniak: Z jaką motywacją przystąpiła Pani do kampanii Kocham. Szanuję?
Danuta Stenka: Przemoc domowa to w naszym kraju temat, który spycha się na margines, nadal króluje w społeczeństwie „pranie brudów we własnym domu”. Maltretowane osoby –  fizycznie i psychicznie – nie mówią o tym, bo jest to dla nich wstydliwy temat. Boją się mówić, bo obawiają się reakcji otoczenia i konsekwencji zmiany. Mam nadzieję, że ta kampania wywoła dyskusję i nawet jeśli wzbudzi kontrowersje i kogoś zbulwersuje, w rezultacie spowoduje, że zacznie się wreszcie głośno mówić na ten temat i nazywać rzeczy po imieniu, a to z kolei ośmieli osoby maltretowane do jakiegoś ruchu i do obrony siebie i swojej godności. Ta kampania jest dla mnie wyciągnięciem ręki do człowieka, który czuje się zaszczuty i czuje się w sytuacji bez wyjścia.


Czy była Pani kiedykolwiek świadkiem przemocy i czy zdobyła się Pani na reakcję?
Tak, byłam świadkiem sytuacji, kiedy podpity ojciec bił swojego syna, a innym razem, widziałam jak mąż poniżał i szarpał swoją żonę. W obu sytuacjach zajęłam stanowisko, ale muszę przyznać, że o ile na przemoc wobec dziecka zareagowałam błyskawicznie, o tyle potrzebę pomocy poniżanej żonie na ułamek sekundy zbombardowała niepewność, czy wolno mi się wtrącić – przecież to dorośli ludzie, może nie mam prawa... Jednak trzeba reagować, a  przede wszystkim chcieć usłyszeć, zauważyć, chcieć wysłuchać.
 

Jakie słowa według Pani mogłyby wesprzeć kobiety, które doświadczają koszmaru przemocy we własnym domu?
Słowa, które uświadomiłyby im, że ich życie należy wyłącznie do nich i nikt nie ma prawa nim dysponować, oraz takie, które dałyby im nadzieję, że kiedy zdecydują się na zmianę swojego życia, nie zostaną same.


Czy myśli Pani, że poprzez pracę nad własnym charakterem, bądź terapię, można zmienić swoje nastawienie do życia? Oczywiście. Czasem wystarczy indywidualna praca, czasem potrzebna jest pomoc terapeuty, a niekiedy trzeba się wesprzeć farmakologią, żeby wyrównać zaburzenia związków chemicznych w organizmie, niemniej ogrom problemów można, i da się przepracować. Bardzo dużo zależy od nas samych, od naszej determinacji i pracy.  Moja starsza córka przez cały poprzedni rok prowadziła „słoik pozytywnych wydarzeń” – codziennie na karteczkach zapisywała wszystko dobre, co ją spotkało i zamykała je w słoiku. Czasem były to ważne wydarzenia, czasem drobiazgi – czyjś uśmiech, przytrzymane przez kogoś w przejściu drzwi. Codziennie udawało się jej znaleźć jakąś pozytywną rzecz, a co najważniejsze, codziennie musiała skupić swoją uwagę, na tym, co stało się w jej życiu dobrego.


Mówi Pani o poszukiwaniu harmonii wewnętrznej i spokoju ducha – czy Pani zdaniem można je odczuwać permanentnie, czy to codzienna praca nad szczęściem i spokojem?
Pewnie zdarzają się cuda nagłego olśnienia, ale podejrzewam, że dla większości poszukujących harmonii wewnętrznej, jest to codzienna mrówcza praca – czasami, mogłoby się wydawać, syzyfowa. Na swoim przykładzie widzę, że mimo iż od lat nad sobą pracuję i mam już sukcesy, w trudniejszych momentach nierzadko zdarza mi się zbaczać z obranej drogi i wpadać w stare koleiny. Codziennie wracam zatem na główny trakt i cierpliwie zmierzam w kierunku wymarzonego celu – spokoju ducha.


Rozmawiała Róża Augustyniak, autorka strony http://vanderblaast.com

 

Copyright 2017 | Created by Aleksandra Smagowska

Twój e-mail
Treść wiadomości
WYŚLIJ WIADOMOŚĆ
WYŚLIJ WIADOMOŚĆ
Formularz został wysłany - dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

KONTAKT