Kontakt

Zaangażowani

Założenia kampanii

nie zabierać prawa do marzeń

 

 

Róża Augustyniak: Kobiety tkwiące w związkach przepełnionych przemocą mogą mieć problem z wyobrażeniem sobie tego, na czym opiera się zdrowa relacja. Co charakteryzuje według Pani zdrowy związek?
Anna Kalczyńska: Mam szczęście żyć w szczęśliwym związku, a rozumiem przez to zaufanie, przestrzeń, wolność do działania i spełniania się, wolność wyboru i do realizacji własnych marzeń i pasji. Trzeba mieć świadomość do czego dążymy i czego nie wolno nam akceptować. Przemoc może mieć różne oblicza. Może dotykać sfery emocjonalnej, ale też psychicznej i finansowej. Pod każdą postacią jest destrukcyjna, więc jedyną drogą do tego żeby jej uniknąć i budować zdrową relację jest niezależność. Wydaje mi się, że kobiety sporo już osiągnęły i nie wolno im schodzić z tej drogi, musimy być strażniczkami własnych osiągnięć i sukcesów. Nie można dać sobie wmówić, że pewne sytuacje dzieją się w imię miłości, czy że ,,na tym polega związek’’. Trzeba znajdować pole do kompromisu, ale nie można dać sobą sterować. Niezależnie czy chodzi o nasze zarobki, kształcenie czy wolność do wychodzenia wieczorami z kim chcemy i to, że robimy w życiu to, na co mamy ochotę. Oczywiście to tylko słowa i wiem, że nie jest prosto wprowadzić je w życie, ale na pewno warto wiedzieć, w którą stronę podążać. Czasami kobietom wydaje się, że jeśli są żonami lub matkami, muszą odpuścić pewne rzeczy lub że czegoś im nie wypada. Nieprawda – nadal są kobietami, mają te same marzenia, chcą je dalej spełniać i po prostu być szczęśliwe. Mają do tego prawo i nikt nie powinien zabierać im marzeń.


Niska samoocena w dużej mierze decyduje o tym, że kobieta nie potrafi stawiać granic i dbać o siebie. W jaki sposób według Pani można budować poczucie własnej wartości?
Jako matka wiem, że kolosalne znaczenie ma dom i wychowanie. Nie każdy ma szczęście w tym obszarze, dlatego w dorosłym życiu trzeba robić wszystko, żeby stanąć na nogi, niezależnie od okoliczności. Charakter wykluwa się przy rozmaitych okazjach. Człowiek nawet jeśli doświadcza dramatów, potrafi zbudować się na tyle, żeby stawić im czoła. Wydaje mi się, że trzeba znaleźć własną ścieżkę, coś na co postawiamy w życiu. Dla jednych będzie to sport, dla innych zdobywanie wykształcenia. Trzeba iść konsekwentnie w kierunku, z którego będziemy mogli czerpać siłę. To może być wiedza, umiejętności, sprawność. Dobrze mieć szczęście i spotkać po drodze kogoś, kto doda nam siły i otuchy, ale warto czerpać z różnych źródeł. Niektórym pomaga też wiara. Zawsze po drodze spotykamy życzliwych ludzi i tych okruchów życzliwości warto się trzymać i coś na nich budować. Sama nigdy nie doświadczyłam tak trudnych sytuacji, ale wierzę, że im człowiek więcej wie i potrafi, tym więcej może z tego czerpać siły. Nie można wpaść w kanał myślenia, że nic nie jesteśmy warte i że taki los jest nam pisany. To nieprawda – nigdy nie jest tak, że istnieje jedna ścieżka, zawsze mamy wybór.


Czy myśli Pani, że takie kampanie jak Kocham. Szanuję mogą wpłynąć na to, żeby kobiety odważyły się szukać pomocy i po nią zgłaszać?
Mam nadzieję! Trzeba robić wszystko, żeby podsuwać kobietom dobre wzorce, wyciągać do nich dłoń i mówić, że nie są same. Wierzę, że zmieni się też podejście otoczenia, które często przymyka oczy. Wolimy zamknąć drzwi i nie wtrącać się, a czasami trzeba wsadzić nogę w półprzymknięte drzwi i zapytać, czy wszystko jest w porządku. Jeśli osoby ze świata, w którym wszystko jest poukładane, nie będą pokazywać, jak może wyglądać relacja, to skąd te kobiety mają wiedzieć, o co walczyć?


Myśli pani, że gdyby kobiety ze świata medialnego, które doświadczyły przemocy opowiedziały o swoich historiach, mogłyby w jakiś sposób pomóc tym, które doświadczają na co dzień koszmaru we własnych domach?
To mogłoby mieć największą siłę rażenia. Nigdy nie miałam takiego doświadczenia, ale myślę że w takiej sytuacji opowiedziałabym o tym, chociaż to oczywiście wiąże się z introspekcją i wchodzeniem nie tylko we własne życie, ale też w życie osoby, która była sprawcą przemocy. Nie mniej, uważam że to naprawdę mogłoby pomóc, bo takie przykłady najlepiej pokazałyby kobietom, że warto walczyć i że mimo tych doświadczeń można dojść do czegoś w życiu. Kobiety niestety przeważnie milczą i ukrywają wstydliwe doświadczenia, woląc spychać je na jak najgłębszy poziom świadomości. Każdy ma jednak swoje sposoby na to, żeby walczyć z taką przeszłością, więc trzeba to uszanować.


Osoby mające np. depresję lub innego rodzaju problemy osobiste postrzega się niestety powszechnie jako słabsze i chyba dlatego ludziom tak ciężko o tym rozmawiać.
Depresja do niedawna uważana była za fanaberię. Wydawało się, że może dotykać osób ciężko chorych lub doświadczonych przez los, które nie widzą sensu w życiu, a przecież bardzo często dotyka zrealizowanych zawodowo i rodzinnie ludzi. Jest zupełnie oderwana od naszych uwarunkowań ekonomicznych i życiowych. Ludzie boją się o tym mówić, bo nie chcą wyjść z kręgu ludzi sukcesu, być postrzegani jako słabsi i wystawieni na możliwe ataki, tymczasem mogliby pomóc tym, dla których słabość jest nie do pokonania i którzy nie wiedzą jak się jej przeciwstawić.


rozmawiała Róża Augustyniak, autorka strony www.vanderblaast.com

 

Copyright 2017 | Created by Aleksandra Smagowska

Twój e-mail
Treść wiadomości
WYŚLIJ WIADOMOŚĆ
WYŚLIJ WIADOMOŚĆ
Formularz został wysłany - dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

KONTAKT